[Opowieści o zwierzętach] O bobrze

Mam małego fizia na punkcie bobrów i uwielbiam je fotografować. Wbrew pozorom jest to spore wyzwanie, bo mimo wielkiego bałaganu, jaki bobry wokół siebie robią (nie sposób przeoczyć miejsca, gdzie mieszkają), to zwykle ich poszukiwanie kończy się na potykaniu na powalone przez nie drzewa oraz nieumyślnym wkładaniem nogi w otwór wentylacyjny ich nory, który bardzo lubi mieścić się na ścieżce. Pierwsze próby ich sfotografowania zaczęły się nad kanałem, ale jak się okazało nie był to bóbr, tylko piżmak, potem było nieco lepiej, a kwintesencja bobrzego występowania pojawiła się w okolicach Krynicy. A skoro już tyle było o fotografowaniu tych przesympatycznych zwierzątek, teraz będzie co nieco o samym gatunku. Czytaj dalej

Reklamy

[Fotoporadnik] Co fotografować w styczniu?

W styczniu przyroda zdaje się być uśpiona. Kiedy idę pozbawionym liści i wiosennego harmidru lasem, inność tej pory narzuca się na wszystkie zmysły. Cisza, brak kolorów, poczucie chłodu, zapach śniegu. Wówczas w tej zubożałej krainie, zaczynają rządzić zupełnie inne prawa i siły. Walka o przetrwanie w niesprzyjających warunkach wysuwa się na pierwszy plan. Mieszkańcy, o innych porach kamuflujący się w gęstwinie drzew i krzewów, stają się bardziej widoczni i za pożywieniem pojawiają w miejscach, gdzie zwykle ich nie ma. Dzięcioły ze swoimi czerwonymi czapeczkami wyglądają jak rubiny, a zimorodki jak szmaragdy w czarno-białym królestwie. Zimą przyroda odsłania chowane zazwyczaj w zieleni swoje surowe i wyraziste oblicze.

To czas, kiedy pod żadnym względem nie należy wysyłać aparatu fotograficznego do szafy na sen zimowy. Wręcz przeciwnie. Należy ubrać się ciepło (nawet na pozór za ciepło), zadbać o termos z herbatą i wyruszyć w teren.  Czytaj dalej

[(Nie)codziennik fotograficzny] Tam gdzie koza mówi dobranoc

Jednym z atutów spędzania czasu na końcu świata w Bieszczadach jest cudowna, wszechogarniająca cisza. Żaden zewnętrzny odgłos nie zakłóca spokojnego snu do momentu, kiedy ryknie ustawiony w komórce budzik o żałośnie wczesnej porze. Nawet nie da się nim rzucić w kąt, bo szkoda telefonu, a dzwonek jest bezlitosny. No dobrze, przyjechaliśmy tu na zdjęcia, więc trzeba wyjść spod wygrzanej kołdry. Poranna krzątanina idzie opornie, picie herbaty przedłużam w nieskończoność, próbując jeszcze zamknąć na chwilę oczy, kiedy zamiast zimnego prysznicu do rzeczywistości sprowadza mnie złowrogie meeeee. Czytaj dalej

[Fotoporadnik] Jak fotografować z samochodu

Dawno już nie było żadnego Fotoporadnika, więc postanowiłam w końcu coś w tej kategorii opublikować. Tym razem chcę się podzielić z Wami doświadczeniami w robieniu zdjęć z samochodu, które w fotografii przyrodniczej bywa bardzo praktyczne i skutkuje niezwykłą efektywnością, w wielu przypadkach dużo wyższą niż poruszając się na piechotę lub siedząc w czatowni. Szczerze mówiąc, zdecydowaną większość zdjęć, z których jestem najbardziej zadowolona, zrobiłam siedząc w samochodzie podjadając orzeszki 🙂

Czytaj dalej

[Opowieści o zwierzętach] O pliszce żółtej

Wiosną tego roku jechaliśmy sobie nad Biebrzę i docierając na miejsce zaczęłam się zastanawiać, kiedy nadarzy się pierwsza okazja do zrobienia ładnego zdjęcia. Nie minęło kilka minut, kiedy wjechaliśmy do Strękowej Góry i zauważyliśmy siedzącą przy drodze pliszkę żółtą. Nie bała się nas nic a nic, więc wystawiłam aparat z samochodu i oto mam ilustrację do wpisu o kolejnym gatunku.

Czytaj dalej

[Opowieści o zwierzętach] O wodniczce

Stojąc na Długiej Luce, wyostrzam wszystkie zmysły i uważnie obserwuję ruszające się trawy z nadzieją, że tym razem to nie wiatr nimi poruszył. Słuch wyczulony jest na najmniej donośny dźwięk. W końcu się pojawia. Mała, niepozorna wizytówka Biebrzańskiego PN, dla której ściągają obserwatorzy z różnych stron kraju i nie tylko. A co jest w niej tak szczególnego? Czytaj dalej

[Historia jednego zdjęcia] Ostatnia wodniczka

Nadeszło babie lato. Poranki stały się coraz chłodniejsze, a wieczory coraz krótsze. Pajęczyny oplatają łąki, a drzewa zrzucają pierwsze liście. Pojawia się pewna nostalgia, może jeszcze nie tak uderzająca, jak samą jesienią, ale czuć, że nadchodzi czas odejścia. Żurawie skupiają się w coraz większe stada, tworząc malownicze klucze na niebie, przypominające, że za chwilę ich klangor stanie się jedynie ciepłym wspomnieniem. Idąc oglądać zachód słońca na Długiej Luce, kiedy sierpień chylił się już ku końcowi, spodziewałam się usłyszeć jedynie akompaniament ciszy.

Czytaj dalej