[Historia jednego zdjęcia] Wszystko za słonecznik

Dzisiaj trochę na przekór porze roku coś dla ochłody. Poniższy artykuł został opublikowany w zeszłorocznym zimowym numerze Głosu Przyrody, edukacyjnym kwartalniku dla całych rodzin poświęconym przyrodzie Polski. Czasopismo zawiera dużo różnorodnych materiałów dla dzieci, ich rodziców, edukatorów i dla każdego zainteresowanego polską naturą. Sama go przeczytałam od deski do deski, dowiadując się wielu ciekawych rzeczy. Bardzo się cieszę, że mój artykuł znalazł się na łamach tego pisma i mam nadzieję, że spodobał się czytelnikom.

Być może jestem jedyną taką osobą i być może pomyślicie sobie, że upadłam na głowę, ale co roku z utęsknieniem czekam, kiedy złota jesień zamieni się w paskudną szarówę z deszczem i wiatrem w roli głównej. Powód mojego entuzjazmu jest dość prosty – obniżenie temperatury i pogorszenie pogody daje zielone światło, aby wystawić do ogródka karmnik i czekać, jak zaczną zlatywać się do niego skrzydlaci goście. Zdaję sobie sprawę, że dokarmiamy ptaki zimą w zasadzie wyłącznie dla własnej przyjemności, gdyż karmnikowi goście znakomicie sobie radzą w naturze ze zdobywaniem pożywienia nawet w ekstremalnie nieprzyjemnych warunkach, ale jeśli dokarmia się mądrze i konsekwetnie, to dlaczego tego nie robić. Kiedy zatem słoneczna jesienna aura pójdzie sobie na dobre i owady pozwolą zapomnieć o swoim istnieniu, zaczynam pilnie obserwować drzewa i krzewy, które powoli zaczynają odwiedzać ptasi goście w celu wydziobania wszystkiego, co jeszcze nadaje się do konsumpcji. Jak tylko zasoby się kończą, wyciągam swój karmnikowy arsenał i rozstawiam w ogródku. W domu natomiast, przy oknie wychodzącym wprost na ptasią stołówkę, instaluję kącik, z którego przez kilka miesięcy obserwuję i fotografuję przylatującą ferajnę. Metodą prób i błędów doszłam do wniosku, że najefektywniej fotografuje się przez szybę, gdyż ptaki nie odlatują spłoszone dźwiękiem migawki, a fotograf może siedzieć w cieple popijając herbatę.

Na tydzień przed rozpoczęciem karmnikowych sesji, rozstawiam przy szybie cały sprzęt, aby dać ptakom czas na przyzwyczajenie się i aby zaczęły go traktować jako stały element otoczenia. Choć i tak kukają potem podejrzliwie w stronę dziwacznego wielkookiego potwora mrugającego złowrogo w ich stronę. Jednakże chęć zjedzenia słonecznika przeważa strach.

Pierwsze w karmniku pojawiają się zazwyczaj sikory – bogatki i modraszki – które początkowo zamiast się stołować, przeganiają nawzajem i stroszą, jakby pokarmu miało nie starczyć dla wszystkich. Po nadejściu śniegu i mrozu bojowe nastroje w końcu im przechodzą i wszystkie zgodnie wydziobują kaloryczne ziarenka.

Za karmnikowe fotografowanie najbardziej lubię się zabierać, kiedy nasypie sporo śniegu i odbijające się od niego światło sprawi, że wokół ptasiej stołówki robi się bardzo jasno, co dla robienia zdjęć przez szybę w ciemnym ogródku bywa zbawienne. Przy okazji zimowa aura sprawia, że robi się bardzo klimatycznie. Do tej pory ignorowałam moment samego opadu, gdyż wychodziłam z założenia, że ciężko będzie wykonać ostre zdjęcie małym ruchliwym ptaszkom, w dodatku zza szyby. Jak się później okazało i co widać na zdjęciu, byłam w błędzie.

Pewnego popołudnia podczas sporej śnieżycy w towarzystwie silnego wiatru usiadłam przy aparacie, bez większej nadziei, że w tych warunkach coś zechce przylecieć. Ustawiłam aparat na przymocowany do karmnika patyk, na którym głodomory uwielbiają siadać, aby ocenić sytuację przed ostatecznym wlotem pod karmnikowy daszek. Ku mojemu zaskoczeniu w śnieżycy zaczęły przylatywać najwidoczniej bardzo głodne modraszki. Spory wiatr dość mocno utrudniał im wlot do karmnika, ale się nie poddawały. Kiedy tylko któraś przysiadała na patyku na dłużej niż sekundę, robiłam serię zdjęć z nadzieją, że uda mi się uchwycić modelkę w ładnej pozie. Po sporej ilości prób i cierpliwego czekania, osiągnęłam cel.

Wczesną wiosną zamontowaliśmy w ogródku budkę lęgową, do której wprowadziła się para modraszek. Najwidoczniej upodobały sobie to miejsce, więc nie pozostaje mi nic innego, tylko zaopatrzyć się w zapas słonecznika na kolejną zimę.

Reklamy

5 thoughts on “[Historia jednego zdjęcia] Wszystko za słonecznik

  1. Ale fotografię rodzaju karmnikowego to nie tylko w zimie można uprawiać.
    Istnieją sytuacje gdzie podobne warunki i w środku lata można uzyskać:

    https://fotorys.wordpress.com/fauna-i-flora/ptaki/#jp-carousel-726
    https://fotorys.wordpress.com/fauna-i-flora/ptaki/#jp-carousel-566
    https://fotorys.wordpress.com/fauna-i-flora/ptaki/#jp-carousel-774

    Co prawda ja nie organizowałem tych sytuacji (nie dokarmiałem w ten sposób), ale nie jestem pewien czy nie były to przypadkiem jakieś resztki porybackie (nie widziałem również rybaków czy ich łodzi w związku z czym nie mogę niczego tu być pewnym). Nierzadko się zdarza, że rybacy patroszą ryby na brzegu… a zwierzęta to wykorzystują. Gdyby ktoś chciał to zawsze może sobie zorganizować podobną sytuację i nie potrzebuje do tego jak widać zimy.

    Polubienie

    • Pewnie, że można dosypywać do karmnika cały rok, ale mam co do tego poważne zastrzeżenia i tego nie praktykuję. Dokarmiane o innych porach ptaki tracą zdolność do samodzielnego zdobywania pokarmu i co ważniejsze potrzebują wówczas innej niż zimą diety, żeby wykarmić młode. To już kwestia wiedzy i mądrych decyzji. Z resztą zauważyłam, że na przednówku ptaków przylatujących do karmnika jest coraz mniej, bo ziemia odmarza i wolą wygrzebywać z niej robale niż raczyć się ziarnem. Zimą dokarmianie jest bardziej uzasadnione (choć też niekonieczne, ale mniej krzywdzące niż o innych porach roku), bo karmimy tym, co wówczas jest dostępne także poza karmnikiem (przynajmniej tak powinno to wyglądać). Dokarmianie ptaków morskich jest wg mnie zupełnie złym pomysłem, bo one mogą łowić ryby cały rok, a kruki w ogóle żywią się padliną, więc zawsze sobie coś wynajdą. A po Twoich zdjęciach trudno ocenić, czy były to przypadkowo rozrzucone resztki.

      Polubienie

      • Biorąc pod uwagę okoliczności w jakich wykonywałem zdjęcia w przypadku kamusznika skłaniam się ku przypadkowości (naturalne wyrzucenie przez morze resztek ryby) a w pozostałych dwóch bardziej wyglądało to na porybackie resztki (choć oczywiście mogę się mylić). Jak widać fotografia często sama nie wyjaśnia okoliczności w jakich powstało zdjęcie a czasami i znając okoliczności w jakich zostało ono zrobione trudno nawet fotografującemu to określić.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.