[(Nie)codziennik fotograficzny] Sezon karmnikowy 2018/2019 – podsumowanie listopada

O rany! Po tak długiej przerwie w blogowaniu, nie potrafię sklecić nawet jednego zdania. Siedzę, gapię się w monitor i nie potrafię zebrać myśli wymazując niemalże wszystko, co wystukam na klawiaturze. Dlatego będzie krótko. Ale mam na to całkiem niezłe usprawiedliwienie! Otóż latem przyszła na świat moja córeczka, która całkowicie zawładnęła moim sercem i czasem. Powoli zaczynamy się synchronizować na tyle, że odnajduję małymi krokami przestrzeń na powrót do swoich projektów. Zupełnie się z tym nie spieszę, bo nie one są teraz najważniejsze, ale przyszła jesień, zrobiło się zimno i do ogrodu zleciały się ptaki dopominając o swoje. Nie pozostawiły mi innego wyboru i zmusiły do otwarcia kolejnego już sezonu karmnikowego. Oto podsumowanie pierwszego miesiąca działalności naszej ogródkowej jadłodajni.

Czytaj dalej

Reklamy

[(Nie)Codziennik fotograficzny] Milczenie owiec

Kiedy wybieramy się w teren, to zwykle z określonym celem sfotografowania pewnych gatunków, ale także z otwartym umysłem i oczami na inne możliwości. W fotografię przyrody wpisane jest też niestety niepowodzenie i frustracja, kiedy mimo wielkich zamiarów i przygotowania nie wydarza się nic ciekawego i do domu wraca się z pustą kartą pamięci. Tak też się czułam wracając z wyprawy nad Zalew Goczałkowicki, gdzie widziano dzień wcześniej szczudłaki, które dla nas jednak nie chciały specjalnie wystąpić. Widzieliśmy tylko jednego, z bardzo daleka, więc szans na dobre ujęcia nie było żadnych. Pełni rozczarowania dreptaliśmy sobie wałem w stronę samochodu, kiedy na przeciwko wyłoniły się runem obrośnięte owcze łby.

Czytaj dalej

[(Nie)codziennik fotograficzny] Tam gdzie koza mówi dobranoc

Jednym z atutów spędzania czasu na końcu świata w Bieszczadach jest cudowna, wszechogarniająca cisza. Żaden zewnętrzny odgłos nie zakłóca spokojnego snu do momentu, kiedy ryknie ustawiony w komórce budzik o żałośnie wczesnej porze. Nawet nie da się nim rzucić w kąt, bo szkoda telefonu, a dzwonek jest bezlitosny. No dobrze, przyjechaliśmy tu na zdjęcia, więc trzeba wyjść spod wygrzanej kołdry. Poranna krzątanina idzie opornie, picie herbaty przedłużam w nieskończoność, próbując jeszcze zamknąć na chwilę oczy, kiedy zamiast zimnego prysznicu do rzeczywistości sprowadza mnie złowrogie meeeee. Czytaj dalej

[(Nie)codziennik fotograficzny] Sezon karmnikowy 2017/2018 – Odsłona druga

Jak do tej pory sezon karmnikowy mile zaskakuje. Poza nudnymi (nudnymi, bo stanowią znajdują się na około 90% zdjęć) bogatkami, pojawiają się coraz częściej inne gatunki. Do tej pory naliczyliśmy ich piętnaście. Nie wszystkie jeszcze znalazły się na zdjęciach, ale to i tak obiecująca zapowiedź na prawdziwie zimowe miesiące.  Zobaczcie sami, co udało mi się sfotografować w ciągu ostatnich dwóch tygodni.

Czytaj dalej

[(Nie)Codziennik Fotograficzny] Sezon karmnikowy 2017/2018 – Odsłona pierwsza

Przełom października i listopada to czas, kiedy zaczynam przygotowywać się do dokarmiania ptaków. W tym roku musieliśmy zamówić nowy karmnik, bo stary mimo wielu starań nie nadał się już do użytku. Tradycyjnie przebudowaliśmy go nieco do potrzeb fotograficznych, zrobiliśmy zapas słonecznika oraz różnorakich kul z ptasimi przysmakami i w miniony weekend po raz pierwszy przymierzyłam się do tegorocznych kadrów.

Czytaj dalej

[(Nie)Codziennik fotograficzny] Intruzi

Nad Biebrzą już tak jest, że przyroda dosłownie włazi ci na głowę i gdzie się nie obejrzysz, tam coś ćwierka, bzyczy, pełznie, skrzeczy, gryzie, skacze albo zwiewa. Zdarza się też tak, że to człowiek włazi na głowę przyrodzie, czasem zupełnie nieświadomie i dopiero po kilku dniach orientuje się, jaką gafę popełnił. Doświadczyliśmy tego i do dzisiaj głupio mi okropnie.

Czytaj dalej

[(Nie)codziennik fotograficzny] Złośliwe podróżniczki

Zazwyczaj jest tak, że w ferworze codzienności i rzadkich okazji na wypad fotograficzny, czuję totalny niedosyt robienia zdjęć, mam wyrzuty sumienia, że aparat stoi na półce i patrzy się na mnie wzrokiem pokrzywdzonego stwora. Jakkolwiek dziwacznie to zabrzmi, zdarzają mi się także zupełnie odwrotne chwile, kiedy fotografowania mam dość i najchętniej kopnęłabym te wszystkie fotograty, położyła na trawie i oddała słodkiemu nicnierobieniu. Tak też się poczułam po tygodniowych wakacjach nad Biebrzą minionej wiosny. Czytaj dalej