[(Nie)Codziennik fotograficzny] Bliskie spotkania bobrowego stopnia

Niemalże każdy fotograf przyrody powie, że wykonanie zdjęć przedstawicielom wymarzonego gatunku wymaga nie lada przygotowań, odbębnienia niezliczonych godzin w czatowniach, przeczytania wszystkich dostępnych materiałów na jego temat i przeprowadzenia wielu rozmów z fotografami, którzy już to mają za sobą. Zgadzam się z powyższym w całkiem dużym stopniu, ale doświadczenie podpowiada, że czasem kluczem do sukcesu bywa zwyczajny fart. Tak też się stało podczas weekendu spędzonego w Krynicy.

Przez ostatnie miesiące moja obsesja na punkcie obserwacji i fotografowania bobrów nieco zmalała, bowiem nic a nic nie wskazywało, że kiedyś wystąpią przed nami nieco bardziej fotograficznie niż do tej pory. Moja frustracja wywołana ciągiem niepowodzeń w realizacji tego marzenia spowodowała, że machnęłam na nie ręką, powiedziałam, żeby pocałowały się ogon i że już więcej nie będę na nie czatować. Moje dotychczasowe spotkania z bobrami sprowadziły się do jednego małego sukcesu opisanego tutaj, pomylenia bobra z piżmakiem (szczegóły), obserwacji pływającej kłody z długim ogonem kompletnie poza zasięgiem obiektywu a nawet lornetki czy ewentualnie donośnego bezczelnego plusku i zwinięcia się z pola widzenia.

W Krynicy lało cięgiem, więc nasze świetliste plany wyjścia w teren i rekonesansu w ogóle nieznanym przez nas otoczeniu zawinęły się w koc i stwierdziły, że nie mają zamiaru się realizować w takich warunkach. Wsiedliśmy zatem do auta i zaczęliśmy bez celu krążyć po okolicy. Jadąc sobie wzdłuż rzeki, zjechaliśmy w pewnym momencie w polną drogę ciągnącą się bliżej brzegu, aby przetestować terenowe właściwości naszego nowego motoryzacyjnego nabytku. Nabytek spisywał się na medal i w nagrodę zatrzymaliśmy się przy rzece na herbatę i kanapki. W mżawce wyguzdraliśmy się na zewnątrz i udając, że jest piękna pogoda, rozłożyliśmy nasz podwieczorek, nie zachowując się przy tym specjalnie cicho, co zawsze ma miejsce, gdzie czatujemy na zwierzaki. Nawet nie pomyślałam, żeby przygotować aparat, który leżał sobie w komforcie samochodu.

Po pierwszych łykach herbaty i zjedzeniu pierwszej kanapki, zaczęłam się rozglądać po okolicy. Znajdowaliśmy się na dość wysokim brzegu rzeki, która malowniczo wiła się po dolinie. Nie była zbyt szeroka, także gdyby po drugiej stronie pojawił się inny zjadacz kanapek, moglibyśmy wymienić uprzejmości bez wysilania gardła. Stałam tak przez dłuższy moment, kiedy dotarło do mnie, na co ja w ogóle patrzę. Centralnie przed nami, na przeciwnym brzegu było sobie żeremie. Zaczęłam przyglądać się szczegółom: na wierzchu znajdowały się ewidentnie świeżo zgryzione gałęzie,  a wokół kilka bobrzych ścieżek wydeptanych z wody w zarośla. Nie miałam wątpliwości, że bobry tu obecnie mieszkają. Żadne inne zwierzę nie pozostawia wokół siebie takiego bałaganu jak te zwierzęta. (Oczywiście ludzie znajdują się poza wszelką kategorią.) Ale nawet ta obserwacja nie wywołała we mnie żadnego entuzjazmu ani chęci wyciągnięcia aparatu z auta i rozstawienia statywu.

Przestało siąpić i zrobiło się późne letnie popołudnie. Kanapki powoli zaczęły się kończyć i rozważaliśmy powrót, kiedy w wodzie pojawił się bóbr. – O, bóbr – stwierdziłam bez emocji przeżuwając pomidora. – Zaraz nas zobaczy i zwieje – podsumowałam uzbrojona w dotychczasowe frustracje. Owszem, bóbr nas zauważył, ale kompletnie nic sobie nie zrobił z naszej obecności. No skoro tak, to nadal bez ekscytacji wyciągnęłam i rozłożyłam statyw w zaroślach, nawet nie starając się być cicho, po czym usiadłam z aparatem. Tomek z drugim aparatem w ręku wdarł się w większe gęstwiny. I tak właśnie staliśmy się świadkami nieoczekiwanego prawdziwie bobrzego widowiska.

Bóbr pływał od brzegu do brzegu w sobie tylko znanych bobrzych sprawach, a do mnie powoli docierała świadomość, że w końcu się doczekałam chwili, na którą już straciłam wszelką nadzieję. Zwierzak zaczął występować coraz bardziej, wychodząc na brzeg, aby poobgryzać gałęzie. Wtedy już zaczęłam mu robić zdjęcia.

Nawet niespecjalnie marudziłam na kiepskie warunki świetlne i mżawkę. Miałam przed sobą bobra, który niewzruszony zajmował się swoim bobrzym życiem, a jak mogłam je podglądać. I nie był to koniec pokazu. Wkrótce pojawił się kolejny osobnik. I następny. W sumie doliczyliśmy się sześciu zwierzaków, które pływały w okolicy, podbierały sobie nawzajem gałązki i rozkręcały przed nocą (dla tych, którzy nie wiedzą – bobry są zwierzętami nocnymi- dlatego długie letnie wieczory są najlepszą porą na ich obserwacje).

 

Pierwszy raz w życiu usłyszałam także ich rozmowy. Dźwięki wydawane przez bobry nie są zbyt donośne, ale bardzo zabawne i idealnie pasujące do wizerunku tych przesympatycznych zwierzątek. Przypominały mi dźwięk wydawany przez świnkę morską, którą kiedyś trzymałam w domu. Konwersacje intensyfikowały się, kiedy mały bóbr usiłował podebrać dużemu jego kolację i zostawał odstraszony przez gwałtowne plaśnięcie ogonem w wodę.

A propos ogona, na koniec spektaklu czekał nas nie lada finał. Jeden z większych członków bobrzej rodziny postanowił wygramolić się na brzeg w całości, dzięki czemu zaprezentował swój ogon, a to rzadki widok, bo bobry niechętnie wychodzą z wody.

Posiedzieliśmy w tym towarzystwie do wieczora i kiedy zaczęło zmierzchać a warunki fotograficzne zmalały do zera, zebraliśmy się do auta. Bobry nadal ignorowały naszą krzątaninę i odjazd. Podejrzewam, że odkryte przez nas miejsce musi być często nawiedzane przez ludzi, być może wędkarzy, bo bobry z natury boją się człowieka, prowadzą bardzo skryty tryb życia i mimo oczywistych śladów ich bytowania, naprawdę trudno o taką obserwację, jaką mieliśmy zaszczyt zrobić.

Zapraszam na mojego fanpage’a

 

Reklamy

2 thoughts on “[(Nie)Codziennik fotograficzny] Bliskie spotkania bobrowego stopnia

  1. Pingback: [Opowieści o zwierzętach] O sarnie | Art Of Nature Blog

  2. Pingback: [Opowieści o zwierzętach] O bobrze | Art Of Nature Blog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.