Miał być bóbr, ale jest piżmak

kanal-sobota-3-2

Przez letnie tygodnie, w wolne weekendowe chwile eksplorowaliśmy okolice Zalewu Goczałkowickiego i tamże postanowiliśmy się zasadzić na bobry. No bo ile można gonić za czaplami i mewami. Tak wiem, można w nieskończoność nadal czerpiąc z tego frajdę, ale dla odmiany podjęłam wyzwanie sfotografowania bobra. Nie był to pierwszy raz, bo już czyhałam na niego w Bieszczadach, w rezerwacie bobrowym Uherce (ale w środku zimy, więc szanse na zdjęcie były nikłe), w Pieninach, gdzie wręcz prosiło się, żeby wystąpił. Niestety bez sukcesów. Postanowiliśmy zatem zrobić bobrowy rekonesans wzdłuż jednego z kanałów w okolicach Goczałkowic.

Obładowani sprzętem dreptaliśmy niemalże na paluszkach zarośniętą ścieżką, kukając co chwilę w stronę wody, czy aby szczęście nam nie zacznie sprzyjać. Bo tak już w życiu jest, że szczęście z zasady samo nie przychodzi, jeśli się go dobrze nie poszuka.

Bobry należą do niesłychanie czujnych i płochliwych stworzeń, ale tak naprawdę płochliwych, w przeciwieństwie do świstaków, o których pisałam w innym poście. Nie spodziewałam się cudów, że tak po prostu spotkamy bobra, który w dodatku powystępuje na tyle długo, aby zrobić mu piękną sesję, ale liczyłam na tak zwany fuks. Poza tym chcieliśmy namierzyć jakieś dobre miejsce na zasiadkę w przyszłości.

Idziemy, idziemy, po drodze zdążyliśmy spłoszyć kilka czapli (z czaplami tak to już jest, że się je zauważa, kiedy zmiatają niemalże spod nóg), aż nagle jest! Małe futrzaste zwierzątko, które z pewnością nie było kolejną czaplą. Stanęliśmy jak wryci nie chcąc się ruszyć ani o milimetr, żeby nie stracić jedynej pewnie tego dnia szansy na sfotografowanie czegoś niepierzastego. Stoimy, stoimy, emocje powolutku opadają, obserwujemy.  – Coś małe, jak na bobra. – Może to młody? – A ogon kiedy mu urośnie? – Faktycznie, ogon mało bobrowy. -Ale to na pewno bóbr! – Chciałabyś! – No dobra, to nie bóbr. – Piżmak? – Piżmak. Dobry i ten!

Zatem zdegradowany do gatunku piżmaka zwierzak siedział sobie w kanale i jak gdyby nigdy nic wcinał jabłuszko. Udawał, że nas nie widzi, więc my udawaliśmy, że wcale nas tam nie ma. Ponieważ jabłuszko było duże, a piżmak mały, mieliśmy sporo czasu, aby po cichu rozłożyć statyw i zrobić mu serię naprawdę udanych zdjęć. Najpierw z dalszej odległości, a gdy i piżmak i my upewniliśmy się, że nikt nikogo nie widzi, podeszłam ze sprzętem nieco bliżej. Piżmak łypnął jednym okiem i zajął się z powrotem zjadaniem swojej zdobyczy. Ponieważ jabłko zaczynało coraz bardziej przypominać ogryzek, skupiłam się już tylko na robieniu mu zdjęć.  Kiedy także i ogryzek zniknął w czeluściach piżmakowego brzucha, futrzak pokrzątał się jeszcze chwilę w granicach kadru, a potem zniknął z pola widzenia.

Szkoda, że nie jest to mój upragniony bóbr, ale i tak jestem zadowolona. Jak to w tym powiedzeniu, że potrząsając jabłonią, czasem spadną gruszki. No więc spadła nam gruszka w postaci piżmaka zjadającego jabłko. Dobre i to! A na pocieszenie w drodze powrotnej namierzyliśmy świeżo wybudowaną bobrową tamę z idealnym miejscem do jej obserwacji z ukrycia, więc jeszcze wszystko przede mną!

Zapraszam do innych historii jednego zdjęcia.

Reklamy

7 thoughts on “Miał być bóbr, ale jest piżmak

    • Dziękuję! Te opisy są konsekwencją tego, że nie należę do narzekaczy, którzy tylko marudzą, czego by to oni nie robili, gdyby mieli kasę i możliwości. Pomarzyć zawsze fajnie, ale lepiej doceniać to, co się ma wokół siebie. Staram się przeżywać przygody i udawać na wielkie wyprawy nawet do pobliskiego lasu. Tyle piękna i wyzwań jest wokół nas, a tak często to ignorujemy zaglądając do przysłowiowego ogródka sąsiada.

      Polubione przez 1 osoba

      • Dla mnie też wielką podróżą bywa wyskoczenie do lasu jaki mam najbliżej a czasem wystarczy że wyjdę przed blok łowiąc zdjęcia , które zabierają mnie w podróż poza wszelkie granice. Choć bywa że czasem tylko patrzę przez okno i chwilami też niebo staje się podróżą. W końcu każdy krok jest dla mnie podróżą do samej siebie. Choć marzę od dziecka o podróżach po świecie i przygodach niesamowitych. 🙂

        Polubienie

  1. Pingback: [Historia jednego zdjęcia] Mój pierwszy w życiu bóbr | Art Of Nature Blog

  2. Pingback: [(Nie)Codziennik fotograficzny] Bliskie spotkania bobrowego stopnia | Art Of Nature Blog

  3. Pingback: [Fotolokacje] Kanał w Wiśle Małej | Art Of Nature Blog

  4. Pingback: [Opowieści o zwierzętach] O bobrze | Art Of Nature Blog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.