[Opowieści o zwierzętach] O bobrze

Mam małego fizia na punkcie bobrów i uwielbiam je fotografować. Wbrew pozorom jest to spore wyzwanie, bo mimo wielkiego bałaganu, jaki bobry wokół siebie robią (nie sposób przeoczyć miejsca, gdzie mieszkają), to zwykle ich poszukiwanie kończy się na potykaniu na powalone przez nie drzewa oraz nieumyślnym wkładaniem nogi w otwór wentylacyjny ich nory, który bardzo lubi mieścić się na ścieżce. Pierwsze próby ich sfotografowania zaczęły się nad kanałem, ale jak się okazało nie był to bóbr, tylko piżmak, potem było nieco lepiej, a kwintesencja bobrzego występowania pojawiła się w okolicach Krynicy. A skoro już tyle było o fotografowaniu tych przesympatycznych zwierzątek, teraz będzie co nieco o samym gatunku. Czytaj dalej

Reklamy

[(Nie)Codziennik fotograficzny] Bliskie spotkania bobrowego stopnia

Niemalże każdy fotograf przyrody powie, że wykonanie zdjęć przedstawicielom wymarzonego gatunku wymaga nie lada przygotowań, odbębnienia niezliczonych godzin w czatowniach, przeczytania wszystkich dostępnych materiałów na jego temat i przeprowadzenia wielu rozmów z fotografami, którzy już to mają za sobą. Zgadzam się z powyższym w całkiem dużym stopniu, ale doświadczenie podpowiada, że czasem kluczem do sukcesu bywa zwyczajny fart. Tak też się stało podczas weekendu spędzonego w Krynicy.

Czytaj dalej

[Historia jednego zdjęcia] Mój pierwszy w życiu bóbr

J89A5583

Tak, udało się! Po wielu podejściach, myleniu bobra z piżmakiem, udało mi się zarejestrować to całkiem duże zwierzątko, zostawiające po sobie jeszcze większe ślady, ale poziomem nieśmiałości i skrytości dorównujące największym introwertykom oraz odludkom. Zaobserwowanie, a co więcej, sfotografowanie bobra uznaję za jedno z większych sukcesów w moim przyrodniczo-fotograficznym życiu.

Czytaj dalej

Miał być bóbr, ale jest piżmak

kanal-sobota-3-2

Przez letnie tygodnie, w wolne weekendowe chwile eksplorowaliśmy okolice Zalewu Goczałkowickiego i tamże postanowiliśmy się zasadzić na bobry. No bo ile można gonić za czaplami i mewami. Tak wiem, można w nieskończoność nadal czerpiąc z tego frajdę, ale dla odmiany podjęłam wyzwanie sfotografowania bobra. Nie był to pierwszy raz, bo już czyhałam na niego w Bieszczadach, w rezerwacie bobrowym Uherce (ale w środku zimy, więc szanse na zdjęcie były nikłe), w Pieninach, gdzie wręcz prosiło się, żeby wystąpił. Niestety bez sukcesów. Postanowiliśmy zatem zrobić bobrowy rekonesans wzdłuż jednego z kanałów w okolicach Goczałkowic. Czytaj dalej