[(Nie)Codziennik fotograficzny] Milczenie owiec

Kiedy wybieramy się w teren, to zwykle z określonym celem sfotografowania pewnych gatunków, ale także z otwartym umysłem i oczami na inne możliwości. W fotografię przyrody wpisane jest też niestety niepowodzenie i frustracja, kiedy mimo wielkich zamiarów i przygotowania nie wydarza się nic ciekawego i do domu wraca się z pustą kartą pamięci. Tak też się czułam wracając z wyprawy nad Zalew Goczałkowicki, gdzie widziano dzień wcześniej szczudłaki, które dla nas jednak nie chciały specjalnie wystąpić. Widzieliśmy tylko jednego, z bardzo daleka, więc szans na dobre ujęcia nie było żadnych. Pełni rozczarowania dreptaliśmy sobie wałem w stronę samochodu, kiedy na przeciwko wyłoniły się runem obrośnięte owcze łby.

Czytaj dalej

Reklamy

[Fotolokacje] Kanał w Wiśle Małej

Fotolokacje to nowy cykl wpisów o moich ulubionych miejscach, gdzie uwielbiam robić zdjęcia. Chciałabym, aby docelowo stworzył subiektywny przewodnik po bardziej i mniej znanych zakątkach Polski, które uważam za godne polecenia dla obserwatorów przyrody i miłośników fotografii. Czytaj dalej

Miał być bóbr, ale jest piżmak

kanal-sobota-3-2

Przez letnie tygodnie, w wolne weekendowe chwile eksplorowaliśmy okolice Zalewu Goczałkowickiego i tamże postanowiliśmy się zasadzić na bobry. No bo ile można gonić za czaplami i mewami. Tak wiem, można w nieskończoność nadal czerpiąc z tego frajdę, ale dla odmiany podjęłam wyzwanie sfotografowania bobra. Nie był to pierwszy raz, bo już czyhałam na niego w Bieszczadach, w rezerwacie bobrowym Uherce (ale w środku zimy, więc szanse na zdjęcie były nikłe), w Pieninach, gdzie wręcz prosiło się, żeby wystąpił. Niestety bez sukcesów. Postanowiliśmy zatem zrobić bobrowy rekonesans wzdłuż jednego z kanałów w okolicach Goczałkowic. Czytaj dalej

Lekcja cierpliwości

zalewik-2

Ponieważ należę do klanu włóczykijów i zawsze mnie ciągnie, żeby jak najszybciej zobaczyć, co jest za kolejnym zakrętem, fotografia przyrody jest pod tym względem nie lada wyzwaniem (spośród miliona innych). Rzadko się mianowicie zdarza, żeby zwierzaki same mnie zaczepiały z pytaniem:

– Czy może mnie Pani sfotografować? O, najlepiej tutaj, na tle tego zagajnika. Niech tylko poprawię pióra.

Czytaj dalej

Dlaczego mewy nie kojarzą mi się z morzem

Odpowiedź na to pytanie jest dosyć prosta. Do morza mam ponad 500 km i nie bywam tam co weekend, natomiast pobliski Zalew Goczałkowicki można spokojnie nazwać mewią mekką na Śląsku. Jeśli ktoś chce zabawić się w rozpoznawanie gatunków mew (i nie tylko ich) występujących w Polsce, jest to wręcz idealne miejsce. W ciągu pół godziny, zanim nie wywiał nas wiatr z nabrzeża, widzieliśmy co najmniej trzy różne mewie gatunki. Wśród nich, widoczną na zdjęciu powyżej, mewę srebrzystą.

Mewy nie należą do stworów płochliwych, latają i skrzeczą nad głowami, biją się co chwilę między sobą o złowioną rybę, robią wokół siebie mnóstwo szumu.  Ot, taka mewia teoria chaosu w akcji. W konsekwencji ciężko jest zrobić rzeczonej mewie zdjęcie, aby do kadru nie wdarła się co najmniej jedna nieproszona koleżanka.

Mewy są też doskonałymi modelami do ćwiczenia fotografii ptaków w locie. Nie dość, że nie odfruwają od ludzi, to jest ich zwykle cała chmara, także nie trzeba płakać po nieudanej serii sfotografowania, bo zaraz przylecą kolejni kandydaci do zdjęcia roku. Czytaj dalej

[(Nie)Codziennik fotograficzny] Sposób na upał, czyli fotograficzny spacer nad zalewem

Nie wiem, jak to się dzieje, ale kiedy wpadniemy na pomysł wybrania się do Doliny Górnej Wisły, temperatura przekracza 30 stopni. Ewidentnie coś nas tam wówczas ciągnie, bo nie inaczej było tym razem. W ostatnią niedzielę sierpnia pozbieraliśmy fotograficzne graty i pojechaliśmy sprawdzić,co tam widać i słychać. Będąc tam ostatnio wiosną w pełni, kiedy cały zalew poza wodą zalany był tysiącami, a nawet i dziesiątkami tysięcy różnorodnego ptactwa, spodziewałam się teraz ciszy i spokoju. No cóż, myliłam się, bo pierwszy obrazek, jaki rzucił mi się w oczy, był taki:

frelichow-1

Czytaj dalej